-10% na pierwsze zamówienie

darmowa wysyłka od 300 pln

Pytania? Napisz do nas na  lub info@rasppies.com

Wersje językowe
Krótka historia pieluchowania 0
Krótka historia pieluchowania

 

JAK TO DRZEWIEJ BYWAŁO, CZYLI KRÓTKA HISTORIA PIELUCHOWANIA

Patrząc na dynamicznie rozwijający się świat pieluszek wielorazowych, wydawać by się mogło, że są one „nowinką”, na którą wygłodniały innowacji rynek parentingowy rzucił się niczym wilk na owieczkę. Tak naprawdę jednak pieluszki wielorazowe, których używamy dziś, są znakomitym udoskonaleniem tego, co zaczęto stosować w szesnastowiecznej Anglii. Zapraszam Was na krótką wycieczkę w głąb pieluszkowej historii.

Historię pieluchowania trudno nazwać burzliwą i pełną gwałtownych zwrotów akcji. W końcu dbanie o higienę najmłodszych od samego początku wpisane było w rozwój gatunku ludzkiego. Pierwszą cywilizowaną formę pieluchowanie przybrało jednak dopiero w XVI w. w Wielkiej Brytanii. Angielskim słowem „diaper” (dziś: pieluszka) zaczęto wtedy określać tkaninę bawełnianą lub lnianą o charakterystycznym splocie w romby, którą owijano wokół pupy dziecka.

Pierwsze innowacje, mające na celu zwiększenie skuteczności, ale też higieny pieluchowania, przyniósł okres II wojny światowej. Z jednej strony dysponowano już wtedy wiedzą na temat bakterii, a co za tym idzie – konieczności gotowania pieluszek. Z drugiej strony zbiegło się to z czasem, kiedy kobiety, opuszczone przez mężów walczących na froncie, zmuszone były podjąć zajęcia dotychczas uważane za typowo męskie. Nie były w stanie pogodzić wszystkich obowiązków. Stało się to impulsem do rozwoju pierwszych serwisów pieluszkowych codziennie odbierano brudne pieluszki, zostawiając w zamian partię czystych i pachnących. Niestety nie udało mi się dotrzeć do informacji, czy dbano o przestrzeganie praw własności. Szczerze mówiąc, wątpię. Oznacza to, że pielucha małego Smitha następnego dnia mogła trafić do małej Millerówny. Nie wydaje się to zbyt higieniczne… Obecnie serwisy pieluszkowe również działają, m.in. w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, jednak w ich ofercie wyraźnie podkreśla się, że wyprawka każdego dziecka prana jest osobno.

Przez lata do pieluchowania wielorazowego używano wyłącznie materiałów chłonnych – tetry, bawełny, muślinu. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, z jak wielkimi przeciekami musiały radzić sobie ówczesne mamy… Pieluszkowa rewolucja, która sprawiła, że wszystko wokół najmniejszych dzieci przestało być wiecznie mokre, nastąpiła dzięki pewnej amerykańskiej gospodyni domowej, Marion Donovan. Wynalazła ona nylonowy boater – coś pomiędzy współczesną kieszonką a otulaczem. W specjalne zakładki wkładano odpowiednio grubo złożoną pieluszkę, a następnie całość owijano wokół pupy dziecka. To nie jedyny wynalazek Marion – wprowadziła do świata pieluszek także plastikowe zatrzaski, dzięki którym zrezygnowano ze stosowania metalowych agrafek. Ciekawe ile małych pupek uchroniła przed przypadkowym ukłuciem…

 

Źródło: https://invention.si.edu/papers-illustrate-woman-inventors-life-and-work

W latach 50. zaczęto również stosować prefoldy (prostokątne kawałki materiałów chłonnych zszyte ze sobą) oraz pierwsze bawełniane pieluszki rosnące razem z dzieckiem, dzięki możliwości dopasowywania rozmiaru za pomocą napek (Safe-T Di-Dee Diapers). I w momencie, kiedy świat wielopielo tak pięknie się rozwijał, na rynek wszedł nowy gracz – pieluszka jednorazowa, a dokładnie pampers wynaleziony przez koncern Procter & Gamble. Dawał obietnicę piękniejszego życia zarówno rodzicom (koniec z przeciekami, koniec z wiecznym praniem), jak i maluchom (koniec z nocnymi pobudkami z powodu mokrej pieluszki). Trzeba przyznać, że marketing był bardzo skuteczny, bo na wiele długich lat pieluszki wielorazowe odeszły w zapomnienie, a pampersy uważane były za szczyt zdobyczy technologicznej. Przyjęły się do tego stopnia, że ich marka spospoliciała i obecnie każdą jednorazową pieluszkę określa się mianem pampersa.

Po kilkudziesięciu latach ich stosowania przyszedł moment, w którym społeczeństwo stoi przed nadciągającym kryzysem ekologicznym. Jedną z jego przyczyn jest produkowanie gigantycznych ilości nierozkładalnych śmieci, pośród których pieluszki jednorazowe zajmują wysokie miejsce. Szacuje się, że w samej tylko Europie rocznie zużywa się 20 miliardów (!)pieluch, co daje ponad 2 miliony ton nieprzyjaznych środowisku odpadów. Aspekt ekologiczny to nie jedyna przyczyna zmuszająca nie tylko rodziców, ale również lekarzy, do coraz bardziej krytycznego przyglądania się jednorazówkom. Z każdym rokiem rośnie bowiem liczba dzieci zmagających się z różnego rodzaju problemami skórnymi. Pampersy, do bólu naszpikowane chemikaliami: dioksynami, barwnikami, substancjami zapachowymi i żelującymi, z całą pewnością nie działają kojąco na wrażliwą skórę dziecka. Biorąc pod uwagę te dwa najważniejsze czynniki – aspekt ekologiczny i zdrowotny – oraz dokładając do nich troskę o portfel i poczucie estetyki, nie powinniśmy się dziwić, że w pewnym sensie historia zatacza koło i znów coraz częściej młodzi rodzice sięga po pieluszki wielorazowe.

Wybory te często nie są łatwe, bo choć sami jesteśmy naładowani pozytywną energią co do powodzenia misji „wielopieluchowanie”, zniechęca nas nastawienie otoczenia. „Będziesz stać przy garach i prać tetrę?”, „To niehigieniczne, załóż małemu pampersa”, „Urobisz się, lepiej ten czas poświęcić dziecku”. Przyznajcie się, kto z Was na samą wzmiankę o pieluchowaniu wielorazowym nie usłyszał podobnych komentarzy z ust mam, teściowych czy babć? No właśnie. Ale wiecie co? Gdy spojrzy się na realia PRL-u, trudno się temu dziwić. Czterdzieści lat temu pieluchowanie jawiło się jako zmora każdego rodzica. Do dyspozycji była jedynie tetra o niskiej gramaturze. W czasach najgłębszego kryzysu jej ilość była ściśle reglamentowana. Nasze mamy i babcie nie miały w łazienkach nowoczesnych pralek i środków czystości, dlatego tetrę rzeczywiście trzeba było gotować, a żeby upewnić się, że wszystkie bakterie zostały zabite – najlepiej jeszcze wyprasować. Małego delikwenta w tetrze można było zawinąć w nieprzepuszczalną ceratę (już widzę te odparzenia na pupie) albo liczyć się z koniecznością przewijania co pół godziny (a to generowało więcej prania, a więc i więcej problemów). Nie ma co, łatwo nie było i rzeczywiście czasem odnoszę wrażenie, że życie całej rodziny kręciło się wówczas wokół pieluch: ich namaczania, prania, gotowania, suszenia i prasowania.

Na szczęście dziś wielopieluchowanie wygląda zgoła inaczej, choć podstawy są identyczne: naturalny, oddychający i chłonny materiał od pupy i zabezpieczająca przed przeciekaniem warstwa zewnętrzna. Ten segment pielęgnacji dzieci bardzo mądrze korzysta jednak ze zdobyczy nauki i technologii. Coraz więcej wiadomo o „magicznych”właściwościach wełny. Bada się cechy naturalnych materiałów chłonnych: bambusa, bawełny, lnu czy konopi wiadomo, w jakich proporcjach optymalnie je łączyć, żeby zyskać maksimum chłonności przy relatywnie niewielkiej grubości wkładu. Możliwe jest również odróżnienie materiałów, które chłonną wilgoć szybciej, od tych, które lepiej radzą sobie z jej rozprowadzaniem, dzięki czemu opracowuje się kompozycje łączące w jednym wkładzie zalety różnych tworzyw. Świat wielopielo korzysta również z innowacyjnych tworzyw, takich jak evolon czy tencell, które jeszcze bardziej podbijają parametry pieluszek. Opracowuje się coraz więcej różnych produktów (otulacze, kieszonki, AIO, formowanki i wiele innych), o różnych krojach i rozmiarach (Newborn, miniOS, OS, slim, standard), żeby zaspokoić potrzeby dzieci w różnymwieku, o różnej budowie ciała. Patrząc na zmiany, jakie zaszły na rynku wielopielo w ostatnich latach, jestem pewna, że powstanie jeszcze wiele nowinek ułatwiających rodzicom życie (słyszeliście np. o evoflatach? Nie tylko łączą w sobie różne materiały, ale dodatkowo stanowią kombinację burty i preflatu! Cud wielotechniki!).

Patrząc na wielopieluchowanie dziś, można by powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Wszak korzystamy z bawełny czy lnu, których właściwości wykorzystuje się od wielu tysięcy lat. Ale mówiąc tak, pominęlibyśmy wszystkie najważniejsze osiągnięcia i zdobycze tego rynku, a to przecież one właśnie sprawiają, że nasze pieluszkowa rzeczywistość wygląda inaczej niż zmagania naszych mam i babć. Pozostaje mieć nadzieję, że tak jak wynaleziony w latach 60. XX w. ultranowoczesny pampers w ciągu parunastu lat zagościł na przewijaku każdego malucha, tak ugruntowana wiedza na temat współczesnego wielopieluchowania zmieni podejście przyszłych rodziców, a tym samym na lepsze odmieni losy naszej planety.

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium